Od jakiegoś czasu chodziłem coraz bardziej zdenerwowany, wiecznie głodny. Nie był to jednak fizyczny głód... Obiecałem sobie, że nie zrobię tego przy Akirze, to dlatego wybiorę się do miasta, przynajmniej na dwa dni. Rodzicom powiem, że chcę poszukać nowych członków do watahy, okradnę dilera w wilczej postaci, a potem od razu na ring. Ale kto zbierze za mnie kasę? Potrzebuje kogoś, kto się ze mną tam wybierze i nie będzie mnie powstrzymywał. Może...
*Chwilę później*
-Dzień dobry, jest może Dragon?-Zapytałem Dagę. Pokładałem w nim spore nadzieje. A potem pomyślałem o moim bracie...
-Ale przecież on mnie już nie pilnuje, z pewnością się nie dowie...-Mruczałem do siebie w oczekiwaniu na basiora.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz