Oddychałem spazmatycznie. Spojrzałem na wilka na końcu łóżka. Nie wiedziałem, czy wciąż śnię, czy to co widzę jest prawdą, ale cienie na ścianach wydłużyły się i zaczęły zbliżać do mnie. Poczułem strach. Poderwałem się i oparłem o ścianę, by nie upaść. Szukałem drogi ucieczki, miałem wrażenie, że cienie mnie zgniatały. Złapałem za klamkę okna i wyskoczyłem na zewnątrz. Ktoś za mną wołał moje imię, jednak ja biegłem dalej. Widziałem straszne twarze między drzewami, serce tłukło się o żebra, prawie sprawiając ból. Księżyc przykuł mój wzrok. Wpływały na niego krwiste plamy...
Świat zawirował, utrudniając mi dalszy bieg. I wtedy sobie przypomniałem;
Trucizna!
sobota, 23 maja 2015
Od Jeff'a
Patrzyłem na niego zaniepokojony. Wskoczyłem mu do łóżka i spojrzałem na niego-Coś Ci jest?-zapytałem i przyłożyłem łapę do jego czoła. Gorączka spadła, na szczęście. Czyli zioła podziałały. Cofnąłem się na koniec mebla.
Od Ash'a
Miałem sen.
Sen zmienił się we wspomnienie.
A wspomnienie w koszmar.
Moje ciało było ciężkie, chciałem wstać, uciekać, ale nie mogłem.
Brakowało mi powietrza. Odzyskałem czucie w kończynach. Próbowałem się poderwać, jednak ktoś mnie trzymał. Ćmiący ból całego ciała przywrócił mnie do przytomności.
Za oknem było już ciemno.
Sen zmienił się we wspomnienie.
A wspomnienie w koszmar.
Moje ciało było ciężkie, chciałem wstać, uciekać, ale nie mogłem.
Brakowało mi powietrza. Odzyskałem czucie w kończynach. Próbowałem się poderwać, jednak ktoś mnie trzymał. Ćmiący ból całego ciała przywrócił mnie do przytomności.
Za oknem było już ciemno.
Od Jeff'a
No genialnie, upił mi się. Wziąłem pod pod ręce i zmusiłem do wstania. Zabrałem go do jego sypialni i położyłem do łóżka. Nim się obejrzałem spał. Westchnąłem zrezygnowany i skuliłem się w wilczej postaci pod jego posłaniem... Ziewnąłem i położyłem łeb na łapach.
Od Ash'a
- Nic mi nie będzie... A od kiedy to rozkazujesz alfie? - zachichotałem cicho. Wspaniałe działanie alkoholu... Przysiadłem na podłodze. - Leżeć na pewno nie będe. Koniec kropka.
Od Jeff'a
-Nie podoba mi się to-odparłem-Marsz do łóżka!-zabrzmiałem jak moja matka, straszne... Znalazłem mieszankę, która zbiła gorączkę-Musisz leżeć
Od Ash'a
- E tam, nic mi nie będzie. Gorsze rzeczy przeżyłem. - delikatnie odsunąłem jego rękę. Miło jest mieć kogoś, kto się o człowieka troszczy. Uśmiechnąłem się.
Od Jeff'a
-Ej, dobrze się czujesz?-nie podobał mi się jego stan. Musiało być coś jeszcze na rzeczy. Kurde nie rozdwoję się, a zostawić Avaline samą nie było zbyt miłe. Najlepiej przenieść któreś, abym mógł kontrolować ich stan zdrowia na raz... Podszedłem do niego i bez wahania przyłożyłem mu dłoń do czoła-Trawi Cię gorączka, musisz leżeć
Od Ash'a
Westchnąłem i odłożyłem książkę. Nic. Tym razem książka mamy nic mi nie doradzi. Muszę zdać się na swoją odporność.
Było mi okropnie gorąco. Przeszedłem do kuchni i przemyłem twarz zimną wodą. Nie pomogło. Zawołałem do Jeff'a:
- Dzięki za pomoc. - zdawałem sobie sprawę z tego, ze mój głos brzmiał słabo i niepewnie. Oparłem się o szafkę.
Było mi okropnie gorąco. Przeszedłem do kuchni i przemyłem twarz zimną wodą. Nie pomogło. Zawołałem do Jeff'a:
- Dzięki za pomoc. - zdawałem sobie sprawę z tego, ze mój głos brzmiał słabo i niepewnie. Oparłem się o szafkę.
Od Jeff'a
Ta książka była naprawdę stara, skąd on ma takie zabytki? Nie zapytałem jednak. Byłem zmęczony po wykonaniu zabiegu... Miałem ochotę paść na swoją kanapę i spać przez dwa dni. Obserwowałem go zamyślonym wzrokiem. Tyle blizn, takie książki. Ile on ma lat? Był pochłonięty czytaniem, skro stał znaczy, że było w porządku. Może czas się wynieść? Przecież w lesie zostały jeszcze tamte zwierzęta, łatwy łup...
Od Ash'a
Chwyciłem kolejną flaszkę z szuflady i wypiłem jednym haustem. Dobra, rana załatwiona, jednak pozostała sprawa trutki. Najchętniej poszedłbym teraz spać, tak na pare lat.
Usiadłem i spróbowałem wstać. Zakręciło mi się w głowie i musiałem przytrzymać się stołu. Jeff kazał mi się położyć, jednak wyminąłem go i lekko chybotliwie podszedłem do regału z książkami, szukając tej najstarszej, napisanej jeszcze przez matkę. Na pierwszej stronie, napisane pięknym pismem mamy, stały słowa:
" Być może kiedyś ci się przyda, Ash "
Spojrzałem na datę. Ten tekst został napisany 946 lat temu. Byłem wtedy jeszcze młody i głupi. Nie doceniałem tej księgi.
Otworzyłem dział z receptami na odtrutki i zacząłem szukać odpowiedniej.
Usiadłem i spróbowałem wstać. Zakręciło mi się w głowie i musiałem przytrzymać się stołu. Jeff kazał mi się położyć, jednak wyminąłem go i lekko chybotliwie podszedłem do regału z książkami, szukając tej najstarszej, napisanej jeszcze przez matkę. Na pierwszej stronie, napisane pięknym pismem mamy, stały słowa:
" Być może kiedyś ci się przyda, Ash "
Spojrzałem na datę. Ten tekst został napisany 946 lat temu. Byłem wtedy jeszcze młody i głupi. Nie doceniałem tej księgi.
Otworzyłem dział z receptami na odtrutki i zacząłem szukać odpowiedniej.
Od Jeff'a
Wyszedłem, aby wrócić z rozgrzanym prętem... Przypaliłem ranę, aby krew nie leciała i szybciej się goiło. Niestety Ash wyrwany z zamyślenia poruszył się i poparzyłem go. Warknąłem niezadowolony i chwyciłem za przygotowane wcześniej szczypce. Złapałem kulę i wyciągnąłem ją szybko. Znów przypaliłem ranę i dałem mu chwilę wytchnienia. Poszedłem przygotować ziołowy opatrunek i bandaż... Spojrzałem na niego jak się trzyma..
Od Ash'a
- Spoko, wytrzymam dość dużo... na razie nie trzeba wiązać. - ból był okropny, jednak miałem okazję poczuć gorszy. Zacisnąłem lewą dłoń na kluczu i przymknąłem oczy.
Przypomniała mi się moja siostra. Zawsze narzekała, że jestem bardziej delikatny od baby. Przypominanie sobie jej paplania odwracało moją uwagę, byłem w stanie leżeć prawie nieruchomo.
Przypomniała mi się moja siostra. Zawsze narzekała, że jestem bardziej delikatny od baby. Przypominanie sobie jej paplania odwracało moją uwagę, byłem w stanie leżeć prawie nieruchomo.
Od Jeff'a
-Dobry pomysł na ukojenie-skomentowałem i wziąłem od niego flaszkę. Kazałem mu się położyć i poszedłem po ogień. Po drodze wziąłem jakiś pręt i wsadziłem go do ognia. Wróciłem zdezynfekować mu ranę... Ból był potworny, ale nie mogłem być delikatny. Musiałem dociskać watę. Kiedy popłynęła krew zaklął pod nosem. Jako pas służył mi sznur, więc nie musiałem już szukać-Wolisz już być przywiązany czy jak zabiorę się za prawidłowe oczyszczanie?
Od Ash'a
- W kuchni. - przysiadłem na stole. Szczerze, chciałbym stracić przytomność, ale raczej nie było to możliwe.
Sięgnąłem do szuflady pod stołem. Wyciągnąłem z niej płaską flaszkę wódki. Mogła się przydać do dezinfekcji.
Sięgnąłem do szuflady pod stołem. Wyciągnąłem z niej płaską flaszkę wódki. Mogła się przydać do dezinfekcji.
Od Jeff'a
-Znam, ale nie jest to szpitalna metoda.-oznajmiłem-W którym miejscu Cię trafił?-zapytałem domyślając się, że go postrzelił. Wskazał mi ramię i zauważyłem ranę. Nie będzie trudno... Mam tylko nadzieję, że tkanka jest tylko poszarpana i nic więcej-Mam tylko nadzieję, że ból Cię zaćmi i stracisz przytomność. To ułatwi mi pracę, tobie oszczędzi cierpienia. Musielibyśmy to zrobić na jakimś stole, do którego mogę cię przywiązać-odparłem. Skinął głową i wskazał mi jakiś blat. Dobrze, że nie zapytał o szczegóły-Masz kominek?-zapytałem pomagając mu wstać i zaprowadziłem go do miejsca "operacji".
Od Ash'a
- Wszystko ok... - ale ze mnie kłamca. Nic nie jest ok. Boli jak diabli, w głowie huczy mi jak po trawce, i będę musiał szorować podłogę...
Przysiadłem pod ścianą. Jeff przykucnął obok.
- Znasz się na wyciąganiu kuli? - zapytałem. Będzie następna blizna, jednak miałem ich na ciele tyle, że raczej trudną będzie ją zanumerować. Blizny w miejscach widocznych, jak na twarzy i na dłoniach usuwałem, reszta była mi obojętna. Obojętna do tego stopnia, że wyglądałem jakby jakiś wariat z nożem upatrzył mnie sobie na ofiarę.
Przysiadłem pod ścianą. Jeff przykucnął obok.
- Znasz się na wyciąganiu kuli? - zapytałem. Będzie następna blizna, jednak miałem ich na ciele tyle, że raczej trudną będzie ją zanumerować. Blizny w miejscach widocznych, jak na twarzy i na dłoniach usuwałem, reszta była mi obojętna. Obojętna do tego stopnia, że wyglądałem jakby jakiś wariat z nożem upatrzył mnie sobie na ofiarę.
Od Jeff'a
Polmorfowałem w człowieka i otworzyłem mu drzwi-Co jest?-zapytałem zaniepokojony. Tak, potrafiłem czuć troskę, aż dziwne, nie? Obserwowałem go, byłem gotowy na każde jego skinienie. Dziadzie, co ty ze mną zrobiłeś? Jestem gotów służyć Ci jak piesek... Buu...! Też miał chatę w remoncie, może dostanę zbędne materiały? Ale najpierw musi mi powiedzieć co mu i jakoś zaradzić temu, co mu jest. Co? Wiadomo o co chodzi-Ej, powiesz mi w końcu?-zapytałem naciskając.
Od Ash'a
- Muszę wrócić do domu. - bez dalszych wyjaśnień skierowałem się do domu, utykając. Całe ramie zdrętwiało i pulsowało bólem. Musiałem powstrzymywać wymioty. Nawet ta minimalna ilość trucizny, którą zlizałem z krwią, miała swoje działanie. Kręciło mi się w głowie.
Wlokąc się do domu słyszałem za sobą kroki. Jeff był parę metrów za mną. Co ja, przedstawienie?
Dotarłem do drzwi i zmieniłem się w człowieka. Ból się wzmorzył. Starałem się otworzyć drzwi lewą ręką.
Wlokąc się do domu słyszałem za sobą kroki. Jeff był parę metrów za mną. Co ja, przedstawienie?
Dotarłem do drzwi i zmieniłem się w człowieka. Ból się wzmorzył. Starałem się otworzyć drzwi lewą ręką.
Od Jeff'a
Słysząc szamotaninę długo nie wytrzymałem i wyskoczyłem z krzaków. Myślałem, że mu nie daruje. Dlaczego miałem się chować? Zacząłem krążyć dokoła niego i jego ofiary powarkując. W końcu rzuciłem się na rękę mężczyzny i rozszarpałem ją. Dziadostwo... Spojrzałem na czarnego-Dzięki za uratowanie życia. Przeciągnijmy go do wejścia do lasu, niech to będzie przestroga dla innych-zaproponowałem i pochyliłem się, aby zmasakrować twarz kłusownikowi. Skoro był jeden musiało być więcej. Zastrzygłem uszami nasłuchując. Bicia serc ustały, oprócz wilczych. Zacząłem węszyć czasem zerkając na wilka-To co robimy?
Od Ash'a
Jeff rzucił się na zwierzęta, a ja dalej węszyłem. Coś mi tu nie pasowało, naprawdę... Na ziemi były śladu krwi jelenia. Nachyliłem się i delikatnie polizałem jeden z nich. Zaraz po tym zacząłem parskać.
Trucizna!
Złapałem Jeff'a za kark i odciągnąłem od mięsa. Głośno zaprotestował, przerwałem mu jednym warknięciem.
W tym samym momencie rozległ się strzał. Poczułem kłucie w prawym barku. Niech to szlag!
Niektórzy ludzie wciąż polowali na wilki. Puściłem się biegiem, wciąż trzymając w zębach próbującego wyrwać się Jeff'a. Przystanąłem w krzakach i wyszeptałem:
- Poczekaj tu! - chyba niezbyt mu się to spodobało, jednak nie protestował. Zawróciłem, i słaniając się na nogach powoli skierowałem się w stronę myśliwego. Parę metrów przed nim wywaliłem się na ziemię i znieruchomiałem. Usłyszałem jego śmiech.
Tak, chodź tu, chodź tu, ty przeklęte ścierwo!
Czekałem, aż podszedł do mnie i złapał za łańcuch u szyi. Zerwałem się i przydusiłem do ziemie, zaciskając szczęki na jego piersi. Trzymałem, póki nie przestał się rzucać. Wiedziałem już, kto zastawił sidła w lesie dusz...
Trucizna!
Złapałem Jeff'a za kark i odciągnąłem od mięsa. Głośno zaprotestował, przerwałem mu jednym warknięciem.
W tym samym momencie rozległ się strzał. Poczułem kłucie w prawym barku. Niech to szlag!
Niektórzy ludzie wciąż polowali na wilki. Puściłem się biegiem, wciąż trzymając w zębach próbującego wyrwać się Jeff'a. Przystanąłem w krzakach i wyszeptałem:
- Poczekaj tu! - chyba niezbyt mu się to spodobało, jednak nie protestował. Zawróciłem, i słaniając się na nogach powoli skierowałem się w stronę myśliwego. Parę metrów przed nim wywaliłem się na ziemię i znieruchomiałem. Usłyszałem jego śmiech.
Tak, chodź tu, chodź tu, ty przeklęte ścierwo!
Czekałem, aż podszedł do mnie i złapał za łańcuch u szyi. Zerwałem się i przydusiłem do ziemie, zaciskając szczęki na jego piersi. Trzymałem, póki nie przestał się rzucać. Wiedziałem już, kto zastawił sidła w lesie dusz...
Od Jeff'a
Trzymając się nisko na łapach starałem się podejść coraz bliżej. Spojrzałem na basiora i oblizałem się łakomie... W sidłach siedział królik, a obok w zatrzasku młody jelonek.-Czas żreć-zamruczałem pod nosem i wyszedłem z cienia. To było piękne jak stworzenia w agonii starały się uciec, mimo, że nie miały szans. Strach w ich oczach był wspaniały, zapach krwi odurzający. Oblizałam się znów i podszedłem do rogacza. Mmm, młody mięsko. Znów obejrzałem się na czarnego.
Od Ash'a
Przyglądałem mu się. Na przygiętych łapach zbliżał się do źródła zapachu. I... nie wiem, czy to tylko moja wyobraźnia, ale... Spoza kuszącego zapachu krwi wyłaniało się coś innego... Znajomy mi zapach. Nie byłem jednak pewny, tak więc się nie odzywałem.
Od Jeff'a
Jest jeszcze starszy...?-Hm... Bo ja wiem...-ta liczba ciut mnie przeraziła. Usłyszałem szamotanie się, poczułem krew rannego zwierzęcia. Zatrzymałem się i zacząłem nasłuchiwać. Serce zwierzęcia biło mocno, ale chyba nas nie wyczuło. Spojrzałem na niego i zacząłem się skradać...
Od Jeff'a
-Podejrzewam, że zaczęłyby się lekko ścierać koło 85 lat-oznajmiłem biegnąc truchtem. Obejrzałem się na niego
Od Ash'a
Przemieniłem się w wilka i ruszyłem za nim.
- No a jeśli weźmiesz pod uwagę extremalne dbanie połączone z regularnym polowaniem to na ile czasu stawiasz?
- No a jeśli weźmiesz pod uwagę extremalne dbanie połączone z regularnym polowaniem to na ile czasu stawiasz?
Od Jeff'a
-To pytanie podchwytliwe? Wydaje mi się, że to zależy od zadbania o zęby i wgl...-odezwałem się i ruszyłem powoli w stronę lasu
Od Ash'a
- Nie no, możemy iść... Przynajmniej będzie troche zabawy. No i... jak myślisz, ile czasu potrzeba na starcie zębów? - taka mała zgadywanka... za nic nie zgadnie mojego wieku, ale można spróbować.
Od Jeff'a
Najpierw mnie to bawiło-Żartujesz? Może wybierz się do dentysty?-zaproponowałem chichocząc cicho-Wybacz, ale nie rozumiem jak można tak szybko zetrzeć zęby. No dobra... Czyli polowanie odpada?
Od Ash'a
- No, może... tylko jest jeden mały problem... - westchnąłem.
- Problem?
- Nom. Ja raczej niczego nie zagryzę. Kły mi się już dawno stępiły, a nie mam pojęcia czy się z tym coś da zrobić... Mogę najwyżej zamamlać biednego zwierzaka na śmierć albo go zmiażdżyć. - spojrzałem w kierunku Jeff'a. Zdawało się, że powstrzymywał śmiech... No tak, czy jest sposób, by się z tego nie śmiać?
- Problem?
- Nom. Ja raczej niczego nie zagryzę. Kły mi się już dawno stępiły, a nie mam pojęcia czy się z tym coś da zrobić... Mogę najwyżej zamamlać biednego zwierzaka na śmierć albo go zmiażdżyć. - spojrzałem w kierunku Jeff'a. Zdawało się, że powstrzymywał śmiech... No tak, czy jest sposób, by się z tego nie śmiać?
Od Jeff'a
Spojrzałem na niego zdziwiony. Alfa mnie przeprasza. Kurde, to ja też teraz powinienem-No, w porządku. Ja też powinienem przeprosić, nie jesteś szczeniakiem.-Powinno być dobrze. Ziewnąłem i przeciągnąłem się-Może zapolujemy? Skoro wadera śpi... Zamknę dom, choć i tak tu nikt nie przychodzi...-zacząłem
Od Ash'a
Bez słowa przysiadłem obok niego. Spojrzał na mnie pytająco.
- Sorki za te docinki. - uśmiechnąłem się przyjaźnie. - Dawno z nikim normalnie nie gadałem, trochę zdziwaczałem...
- Sorki za te docinki. - uśmiechnąłem się przyjaźnie. - Dawno z nikim normalnie nie gadałem, trochę zdziwaczałem...
Od Jeff'a
-No, spoko. Nie mam za wiele miejsca, więc liczę, że ugościsz się jakoś na krześle, ewentualnie skórzanym fotelu-wskazałem stary mebel. Przeciągnąłem się, przydałoby się przeprosić...-To ten.. Dobrej nocy...-wyszedłem przed drzwi, polimorfowałam w wilka i ułożyłem się na ganku.
Recenzje
Chcielibyśmy podziękować wszystkim, którzy odwiedzają ten blog. Dzięki Wam, w krótkim czasie osiągnęliśmy ponad 500 wyświetleń.
Utworzyliśmy zakładkę "Wasze Recenzje". Możecie umieszczać tam komentarze i oceniać nasz blog.
Liczymy na wiele pozytywnych ocen!
Z pozdrowieniami, twórcy Return to Destiny
Utworzyliśmy zakładkę "Wasze Recenzje". Możecie umieszczać tam komentarze i oceniać nasz blog.
Liczymy na wiele pozytywnych ocen!
Z pozdrowieniami, twórcy Return to Destiny
piątek, 22 maja 2015
Od Ash'a
- Zostać? Że na noc? - prychnąłem cicho. Tego się nie spodziewałem... - Jak tam chcesz. Jednak jeśli w środku nocy zniknę, to bez pretensji...
Od Jeff'a
-Odpuść, dobra. Nie mam na to ochoty.-spojrzałem na niego-Tak, jestem
chętny i wdzięczny...-spojrzałem na waderę-Zostaniesz
dzisiaj?-zaproponowałem uprzejmie Ashowi
Od Ash'a
- Remoncik... heh - zachichotałem. - Dobre wyczucie czasu. Aktualnie też sobie stawiam chałupę, mogę ci załatwić najlepszy towar, za darmo. Jeśli chcesz, bo może nie jestem dość dorosły by zajmować się takimi przekrętami?
Od Avaline
Przysłuchiwałam się rozmowie. Przynajmniej teraz nie skakali sobie do oczu. Ucieszyłam się w duchu.
Po kilku zdaniach jakie rzucił Jeff zaczęły mi się kleić oczy i zasnęłam.
Po kilku zdaniach jakie rzucił Jeff zaczęły mi się kleić oczy i zasnęłam.
Od Jeff'a
Nie skomentowałem tego, a miałem ochotę. Pierwszy raz się powstrzymałem i
chyba tego nie żałuję.-Podejrzewam, że skoro twój wygląd nie wskazuje
na wiek to masz spore doświadczenie... Byłbyś w stanie załatwić mi
jakieś info jak zabrać się za remont?-zapytałem spokojnie. Tak Jeff' y,
rób się pieszczotliwy jak baba i przytulaj do każdego na zgodę. Nie,
cii, spokój.
Od Ash'a
Zapanowała cisza... Czy wspominałem, że nie cierpię ciszy? No i trza zmienić temat...
- Wiesz, Jeff'y... - tak, najlepszy wers na zaczęcie kłótni - Może i wyglądam jak szczyl, ale uwierz, mój wiek jest całkowitym przeciwieństwem mojego wyglądu...
- Wiesz, Jeff'y... - tak, najlepszy wers na zaczęcie kłótni - Może i wyglądam jak szczyl, ale uwierz, mój wiek jest całkowitym przeciwieństwem mojego wyglądu...
Od Aveline
Uśmiechnelam się do niego.
- Dzięki - odwróciłam się i poszłam do salonu. Zamieniłam się w wilka i wskoczyłam na kanapę odwracając się do nich.. Ash spojrzał na mnie ale zwrócił wzrok ku Jeffowi.....
- Dzięki - odwróciłam się i poszłam do salonu. Zamieniłam się w wilka i wskoczyłam na kanapę odwracając się do nich.. Ash spojrzał na mnie ale zwrócił wzrok ku Jeffowi.....
Od Jeff'a
-Odpoczywaj...-odparłem tylko cicho patrząc w nurt wody wyciekający z
kranu. Odetchnąłem i obróciłem się do niej. Nie wiedziałem co
powiedzieć, że nic się nie stało? Tak chyba najprościej, ale
najwyżej-Masz silny cios...-zaśmiałem się nerwowo.
Od Avaline
Ash się śmiał nie wiem z czego, że przywaliłam Jeffowi czy, że zwymiotował. Zmarszczyłam brwi w stronę Asha. Od razu umilkł. Trochę zrobiło mi się żal Jeffa.
Pokręciłam głową i poszłam do Jeffa.
Oparłam się o framugę patrząc na stojącego Jeffa który popijał wodę.
- Wybacz - powiedziałam cicho ale by usłyszał.
On zerkną przez ramie.....
Pokręciłam głową i poszłam do Jeffa.
Oparłam się o framugę patrząc na stojącego Jeffa który popijał wodę.
- Wybacz - powiedziałam cicho ale by usłyszał.
On zerkną przez ramie.....
Od Jeff'a
Ona mnie uderzyła... Au. To się stało tak szybko, tak po prostu. Byłem w
głębokim szoku. Stał jak palant trzymając się za policzek. Nie
zwróciłem uwagi na śmiech chłopaka. Wpatrywałem się w nią z mieszanymi
uczuciami. Zacząłem czuć ogromną złość na nią, chciałem jej oddać, ale 3
razy mocniej. Nie, nie mogę. Poczułem nudności... Szybko dopadłem do
okna i otworzyłem je. Wychyliłem się przez ramę i zwróciłem treść
żołądka. Kiedy zrobiło mi się lepiej poszedłem do kuchni napić się wody.
Nie zwracałem na nich uwagi, więc nie wiem jak na to zareagowali. Ona
mnie uderzyła...
Od Avaline
Spojrzałam na niego. Wkurzył mnie. Kiedy wstał złapałam go za bluzę i wymierzyłam mu wy policzek.
Krzyknęłam do niego i puściłam jego bluzę.
- Nie odzywaj się tak do mnie ,bydlaku. - zamorzyłam ręce na pierś i obróciłam głowę.
Obraziłam się.
Ash się zaczął śmiał.
Jeff był zaskoczony i złapał się za piekący policzek.
Krzyknęłam do niego i puściłam jego bluzę.
- Nie odzywaj się tak do mnie ,bydlaku. - zamorzyłam ręce na pierś i obróciłam głowę.
Obraziłam się.
Ash się zaczął śmiał.
Jeff był zaskoczony i złapał się za piekący policzek.
Od Jeff'a
-Babo, nie wnerwiaj mnie. Jesteś ranna i nie ma bata abyś stanęła na tej
nodze. Siedź na tej kanapie, proszę-spojrzałem na nią jak na
szczeniaka, który zrobił coś zabawnego, ale zarazem nieodpowiedniego.
Właściwie nie wychodząc z pokoju przeszedłem do kuchni i wyciągnąłem z
szafki zioła i porcelanowy moździerz oraz czysty bandaż-Jestem Jeff,
kiedyś mówili mi Jeff' y-odezwałem się zajęty rozdrabnianiem ziół i
rozkładaniem ich na bandażu. Zbliżyłem się do niej-Może trochę
zapiec-oznajmiłem i bez ceregieli przyłożyłem opatrunek do nogi.
Zabandażowałem nogę i spojrzałem na alfę spokojnie-Alfa jeszcze chyba
nie dorósł do roli-odezwałem się prawie bezgłośnie i przekrzywiłem głowę
głowę na bok. Nie było szans, aby to usłyszeć.
Od Avaline
Zamorzyłam ręce na piersi. Nie podobało mi się to, zaraz zaczną się zabijać.
- Sama sobie poradzę - powiedziałam gdy skakali sobie do oczu.
Nieznajomy odwrócił się do mnie...
- Sama sobie poradzę - powiedziałam gdy skakali sobie do oczu.
Nieznajomy odwrócił się do mnie...
Od Ash'a
- A nie powiesz jak się nazywasz? - starałem się użyć najbardziej denerwującego głosu, na jaki było mnie stać. Obserwowałem, jak powstrzymuje wściekłość. Zachichotałem.
Od Jeff'a
Miałem ochotę go trzepnąć, ale odpuściłem sobie... On ma być moim
przewodnikiem?! Ech... Udawałem stoicki spokój. Nikt nie upomniał się o
moje imię, ale nie przeszkadzało mi to. Oparłem się o parapet i
zmierzyłem ich wzrokiem. Rozluźniłem się czując na plecach powietrze
wpadające przez nieszczelne okno. Kurde, trza zrobić remont, a to znaczy
iść do miasta, żebrać o zniżki... Prychnąłem wywracając oczami na tę
myśl. Wróciłem myślami do dziewczyny i jej rany-Przygotuję opatrunek z
ziół-odezwałem się
Od Ash'a
- Ja? Ash. Tylko Ash. Bez żadnych przedłużeń! - miałem tylko nadzieję że nie przyjdzie im na myśl moje całe, idiotyczne imię. Zwróciłem się do chłopaka:
- No da się, da... Tylko wyjawiłem swoje zdanie... Nie trzeba się obrażać... - cóż, mój dobry humor kazał mi się z nim podrażnić... Nawet jeśli wyglądał starzej ode mnie.
- No da się, da... Tylko wyjawiłem swoje zdanie... Nie trzeba się obrażać... - cóż, mój dobry humor kazał mi się z nim podrażnić... Nawet jeśli wyglądał starzej ode mnie.
Od Jeff'a
-A Ty-odbiłem pytanie do gościa unikając odpowiedzi. Obserwowałem ich-A co do mojego domu da się przywyknąć-oznajmiłem kąśliwie.
Od Avaline
- Aveline de Grandpré - powiedziałam swoje pełne imię i wyprostowałam się.- Ale mówią na mnie tylko Aveline.
Spojrzałam na chłopaka który mieszkał tu i rzuciłam.
- A ty??
Spojrzałam na chłopaka który mieszkał tu i rzuciłam.
- A ty??
Od Ash'a
- Panem? Bo ja wiem... Żadnym tyranem nie jestem... - zachichotałem. - Nie, już raczej waszym kaichou, przewodniczącym. - obserwowałem ich reakcję. Chłopakowi chyba niezbyt przypadło to do gustu...
Rozejrzałem się po domu. Małe pomieszczenie, mało miejsca...
- Nie cierpicie tu na klaustrofobie? Jak się nazywacie?
Rozejrzałem się po domu. Małe pomieszczenie, mało miejsca...
- Nie cierpicie tu na klaustrofobie? Jak się nazywacie?
Od Jeff'a
-Kobiety... Chcesz dobrze, a one i tak zrobią po swojemu-mruknąłem pod
nosem wywracając oczami. Spojrzała na mnie morderczo. Zaprosiłem
chłopaka do środka, nie będę świnia. Dom był naprawdę mały. Kuchnia,
średni pokój i niewielkie poddasze... Spałem na kapie, jadłem jako
wilk... Wskazałem mu krzesło, aby spoczął i skrzyżowałem ramiona na
piersi-Więc... Ty jesteś alfą na tych terenach? I automatycznie moim
panem?-zapytałem niezadowolony.
Od Aveline
Ciekawe, od dwóch lat nie spotkałam żadnego wilka a ten tu gada ze jest Alfą. Spojrzałam na nich.
Jak oni są zamienieni w człowieka to ja też się zamienię.
Podniosłam się tak bym usiadła i zamieniłam się w człowieka. Trochę było ciężko ale dałam rade.
Złapałam się za głowę dalej mi huczało.
- Geas ! - syknęłam znów.
Jak oni są zamienieni w człowieka to ja też się zamienię.
Podniosłam się tak bym usiadła i zamieniłam się w człowieka. Trochę było ciężko ale dałam rade.
Złapałam się za głowę dalej mi huczało.
- Geas ! - syknęłam znów.
Od Ash'a
- Niet. - odparłem zwięźle, akcentując ostatnią literę. - Zaciekawiło mnie, kto tak farbuje. Nie wiedziałem nawet, że na moich terenach są inni. - spojrzeli na mnie jak na durnia.
- Twoich terenach? - wadera, mimo poleceń chłopaka, dalej się nie położyła.
- Nom. Alfą tu jestem. Domagam się wyjaśnień... - zmieniłem się w człowieka i puściłem do nich oczko. Niech nie myślą że jestem agresywny, to tylko żarty... Przecież ja nie gryzę...
Zazwyczaj...
- Twoich terenach? - wadera, mimo poleceń chłopaka, dalej się nie położyła.
- Nom. Alfą tu jestem. Domagam się wyjaśnień... - zmieniłem się w człowieka i puściłem do nich oczko. Niech nie myślą że jestem agresywny, to tylko żarty... Przecież ja nie gryzę...
Zazwyczaj...
Od Jeff'a
Znałem ten język, nie rozumiałem co powiedziała, ale to na pewno był
elficki. Poza tym musiała być taka jak ja, bo zwykłe wilki nie gadają...
Zastanawiałem się co z wielkim.-Mówiłem leż-zwróciłem jej uwagę znów
patrząc się na basiora-To Twój kolega?
Od Avaline
Co chwila patrzyłam albo w okno albo na chłopaka.
Spróbowałam się podnieść ale uniemożliwiała mi to łapa więc co chwila się przewracałam.
- Dass'ratt - syknęłam do siebie
Chłopak poparzył się na mnie.....
Spróbowałam się podnieść ale uniemożliwiała mi to łapa więc co chwila się przewracałam.
- Dass'ratt - syknęłam do siebie
Chłopak poparzył się na mnie.....
Od Jeff'a
Zerwałem się z krzesła i rozejrzałem. Wilczyca się obudziła, a w moi
oknie stało ogromne bydle-Spokojnie... Nie rzucaj się, bo zranisz
łapę-spojrzałem w oczy wilka spragnione krwi, gorzej niż u wampira.
Warknąłem pod nosem obserwując go spode łba... Zastanawiałem się jak
zareaguje...
Od Ash'a
Po jakimś czasie obudziłem się, czując w powietrzu słodki zapach krwi. Wstałem i przeciągnąłem się. Wilcza krew, niezwykłe... niezbyt dużo było tu wilków. Pobiegłem lekko w kierunku zapachu.
Na miejscu, w lesie dusz, natrafiłem na pokrwawione sidła. Ślad był jeszcze świeży. Podążyłem za nim.
Dotarłem do jakiegoś domu. Cichutko podkradłem się do okna i zaglądnąłem do środka, by zobaczyć...
Na miejscu, w lesie dusz, natrafiłem na pokrwawione sidła. Ślad był jeszcze świeży. Podążyłem za nim.
Dotarłem do jakiegoś domu. Cichutko podkradłem się do okna i zaglądnąłem do środka, by zobaczyć...
Od Avaline
Otworzyłam powoli oczy. Nie mogłam się ruszyć wszystko mnie bolało. A najgorzej było z głową, po prostu pękała.
Spojrzałam na pokój w którym się znalazłam. Właśnie DOM?!!
Podskoczyłam tak, że zbudziłam jakiegoś chłopaka który waśnie drzemał....
Spojrzałam na pokój w którym się znalazłam. Właśnie DOM?!!
Podskoczyłam tak, że zbudziłam jakiegoś chłopaka który waśnie drzemał....
Od Jeff'a
Szedłem Lasem Dusz nie zwracając uwagi na szepty i jęki. Wiem jak
cierpieli... Zauważyłem dziwny kształt na ziemi, a do nozdrzy dostał się
zapach krwi. Mimo, że chodziłem w ludzkiej postaci wilcze zmysły
pozostały. Zbliżyłem się i zobaczyłem waderę z łapą w pułapce. Chciałem
się odwrócić, ale nie oddychała. Pewnie straciła przytomność. Jak ją
zostawię to, albo ją kłusownicy zabiorą lub zjedzą inne zwierzęta. Za
pomocą mocnego kija otworzyłem zatrzask i wyciągnąłem jej łapę. Wziąłem
ją na ręce, nie była ciężka. Zaniosłem ją do swojego domu. Na szczęście
ludzie nie padali za mną, ja za nimi również. Mocniejszym kopniakiem
otworzyłem drzwi i przekroczyłem ich próg z wilczycą na rękach.
Położyłem ją na stole i zająłem się jej raną. Przeniosłem ją na kanapę i
usiadłem na krześle... Czekałem, aż się obudzi, ale nim się
spostrzegłem spałem głęboko siedząc na krześle z nogami na parapecie...
Od Avaline:
Przechadzałam się po terenach watahy. Nagle usłyszałam donośny głos. Nie
lubiłam podsłuchiwać lecz wpadły do mych uszu nieprzyjemne słowa.
Przewróciłam oczami i wypowiedziałam w myślach(po elfiemu).
- "Dass'ratt "
Gdy się oddaliłam od głosu, poczułam tak jakby ktoś mnie obserwował. Nie zainteresowało mnie to i poszłam dalej.
Szlam do Lasu Dusz niby najstraszniejszym miejscu na świecie.
Nie przejęłam się i weszłam do Lasu.
Słyszałam szepty, jęki i dziwne słowa. A coś ciągle mnie szpiegowało.
Gdy się zgubiłam zaczęłam się niepokoić, las coraz więcej wysyłał duchów.
Przestraszyłam się i pobiegłam nie wiadomo dokąd gdy nagle coś mnie złapało za łapę i się wywróciłam.
Spojrzałam na łapę, była cała zakrwawiona a trzymała ją ludzka pułapka.
Próbowałam się uwolnić. Coraz bardziej ciemniało mi w oczach.
Az w końcu zemdlałam...
?Jak ktoś chce niech dokończy?
- "Dass'ratt "
Gdy się oddaliłam od głosu, poczułam tak jakby ktoś mnie obserwował. Nie zainteresowało mnie to i poszłam dalej.
Szlam do Lasu Dusz niby najstraszniejszym miejscu na świecie.
Nie przejęłam się i weszłam do Lasu.
Słyszałam szepty, jęki i dziwne słowa. A coś ciągle mnie szpiegowało.
Gdy się zgubiłam zaczęłam się niepokoić, las coraz więcej wysyłał duchów.
Przestraszyłam się i pobiegłam nie wiadomo dokąd gdy nagle coś mnie złapało za łapę i się wywróciłam.
Spojrzałam na łapę, była cała zakrwawiona a trzymała ją ludzka pułapka.
Próbowałam się uwolnić. Coraz bardziej ciemniało mi w oczach.
Az w końcu zemdlałam...
?Jak ktoś chce niech dokończy?
czwartek, 21 maja 2015
Od Ash'a
Padłem na kanapę. Ostatnie dni były męczące, zaznaczałem teren i starałem się wybudować dom. Potrzebne materiały kupowałem w mieście, lub znajdywałem. Na razie udało mi się zrobić tylko łazienkę, kuchnię i jeden pokój, połączone długim przedpokojem. Na jego końcu planowałem umieścić schody i zrobić drugie piętro, ale najpierw trzeba skończyć jeszcze dwa pokoje na parterze.
Położyłem się na plecach. Ująłem w dwa palce łańcuszek i wyciągnąłem klucz spod koszulki. Przytrzymałem go przed oczami. Srebrny kluczyk, ozdobiony błękitnym, zielonym, czerwonym i bursztynowym kamieniem, mniej więcej wielkości palca. Mój największy skarb. Jedyna pamiątka po rodzinie. Można go było rozłożyć na 4 części, na każdej znajdował się jeden kryształ. Tak naprawdę, tylko jeden, czerwony, należał do mnie;
Błękitny był ojca,
Bursztynowy matki,
Zielony siostry.
A wszystkie razem tworzyły jedność.
Poczułem jak w oku zakręciła mi się łza. Wściekle usiadłem i przetarłem oczy. Nie no, niedługo czeka mnie pierwsze milenium, a dalej zaczynam beczeć przy takich drobnostkach!
Podniosłem się, przemieniłem w wilka i pobiegłem nad jezioro, po drodze wyzywając się głośno od idiotów i tym podobnych.
Przysiadłem nad wodą i przez moment wpatrywałem się w powierzchnię wody. Była taka spokojna, niewzruszona...
Ułożyłem łeb na łapach. Ten cały spokój mnie uspokajał. Nim się spostrzegłem, spałem...
< Dokończy ktosiek? >
Położyłem się na plecach. Ująłem w dwa palce łańcuszek i wyciągnąłem klucz spod koszulki. Przytrzymałem go przed oczami. Srebrny kluczyk, ozdobiony błękitnym, zielonym, czerwonym i bursztynowym kamieniem, mniej więcej wielkości palca. Mój największy skarb. Jedyna pamiątka po rodzinie. Można go było rozłożyć na 4 części, na każdej znajdował się jeden kryształ. Tak naprawdę, tylko jeden, czerwony, należał do mnie;
Błękitny był ojca,
Bursztynowy matki,
Zielony siostry.
A wszystkie razem tworzyły jedność.
Poczułem jak w oku zakręciła mi się łza. Wściekle usiadłem i przetarłem oczy. Nie no, niedługo czeka mnie pierwsze milenium, a dalej zaczynam beczeć przy takich drobnostkach!
Podniosłem się, przemieniłem w wilka i pobiegłem nad jezioro, po drodze wyzywając się głośno od idiotów i tym podobnych.
Przysiadłem nad wodą i przez moment wpatrywałem się w powierzchnię wody. Była taka spokojna, niewzruszona...
Ułożyłem łeb na łapach. Ten cały spokój mnie uspokajał. Nim się spostrzegłem, spałem...
< Dokończy ktosiek? >
wtorek, 19 maja 2015
Return to Destiny
Witamy w Return to Destiny.
Mamy nadzieję, że ta strona rozwinie się szybko, by zapewnić czytelnikom interesujące opowiadania.
Twórcy Return to Destiny
Mamy nadzieję, że ta strona rozwinie się szybko, by zapewnić czytelnikom interesujące opowiadania.
Twórcy Return to Destiny
Subskrybuj:
Posty (Atom)