Oddychałem spazmatycznie. Spojrzałem na wilka na końcu łóżka. Nie wiedziałem, czy wciąż śnię, czy to co widzę jest prawdą, ale cienie na ścianach wydłużyły się i zaczęły zbliżać do mnie. Poczułem strach. Poderwałem się i oparłem o ścianę, by nie upaść. Szukałem drogi ucieczki, miałem wrażenie, że cienie mnie zgniatały. Złapałem za klamkę okna i wyskoczyłem na zewnątrz. Ktoś za mną wołał moje imię, jednak ja biegłem dalej. Widziałem straszne twarze między drzewami, serce tłukło się o żebra, prawie sprawiając ból. Księżyc przykuł mój wzrok. Wpływały na niego krwiste plamy...
Świat zawirował, utrudniając mi dalszy bieg. I wtedy sobie przypomniałem;
Trucizna!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz