Jeff rzucił się na zwierzęta, a ja dalej węszyłem. Coś mi tu nie pasowało, naprawdę... Na ziemi były śladu krwi jelenia. Nachyliłem się i delikatnie polizałem jeden z nich. Zaraz po tym zacząłem parskać.
Trucizna!
Złapałem Jeff'a za kark i odciągnąłem od mięsa. Głośno zaprotestował, przerwałem mu jednym warknięciem.
W tym samym momencie rozległ się strzał. Poczułem kłucie w prawym barku. Niech to szlag!
Niektórzy ludzie wciąż polowali na wilki. Puściłem się biegiem, wciąż trzymając w zębach próbującego wyrwać się Jeff'a. Przystanąłem w krzakach i wyszeptałem:
- Poczekaj tu! - chyba niezbyt mu się to spodobało, jednak nie protestował. Zawróciłem, i słaniając się na nogach powoli skierowałem się w stronę myśliwego. Parę metrów przed nim wywaliłem się na ziemię i znieruchomiałem. Usłyszałem jego śmiech.
Tak, chodź tu, chodź tu, ty przeklęte ścierwo!
Czekałem, aż podszedł do mnie i złapał za łańcuch u szyi. Zerwałem się i przydusiłem do ziemie, zaciskając szczęki na jego piersi. Trzymałem, póki nie przestał się rzucać. Wiedziałem już, kto zastawił sidła w lesie dusz...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz