Próbowałam w miarę spokojnie oddalić się i zniknąć, jednak powstrzymał mnie znudzony głos:
- A ty dokąd? Może wdzięczności trochę? - usłyszałam za sobą kroki, najpierw wilcze, potem ludzkie. Oparłam się o drzewo. Kroki ucichły.
Odwróciłam się. I nie miałam już możliwości ucieczki.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz