Jeszcze przez kilka minut krzyczałam na Sarisa.
- "Daj spokój Avalin" - odparł saris.
- thaess aep - syknęłam do niego - nie mam siły z tobą rozmawiać Saris.
Odwróciłam się do Jeff..... ALE GO NIE BYŁO!!!!!
- A ten gdzie poszedł! - byłam niespokojna takie kopnięcie od Sarisa nie wróżyło nic dobrego...
Zmieniłam się w wilka i przytknęłam nos do ziemi a Saris szedł za mną....
Co kirka kroków była plama krwi na ziemi....
Byliśmy miej więcej koło domu Jeffa.
Zobaczyłam go opartego o drzewo, któszącego się przez krew.
- Na Boga, Jeff!! - podbiegłam do niego i od razu kazałam mu się przemienić w człowieka.
Podwinęłam mu bluzkę i dotknęłam tam gdzie kopną Saris. Jeff sykną.
- Saris, ty idioto!!! Musiałeś mu złamać jedno żebro!!!! - sprawdziłam jeszcze czy są jakieś inne złamania ale na szczęście tylko to.
- Saris, dawaj mu energie - powiedziałam do niego.
-"Chyba sobie żartujesz" - powiedział z oburzeniem - "zostawia moją energie na poważniejsze rany"
- Saris!! - syknęłam i pociągnęłam go za ucho ku ziemi.
- "Dobra, dobra " - położył się obok Jeffa.
- Bądź delikatny, Saris.
Położył głowę na brzuch Jeffa i zamkną oczy. Jeff się zdziwił.
- Jeff - spojrzał na mnie - to nie będzie zbyt przyjemny zabieg - powiedziałam.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz