poniedziałek, 29 czerwca 2015

Od Louren'a

No i zawlekli mnie na ten festyn...
Oglądałem stragany, bez większego zainteresowania.
Moją uwagę przyciągnęły dopiero okrzyki publiczności. Całą grupą skierowaliśmy się do tego miejsca.
Walki psów. Okropność.
I nagle...
Ten zapach. Tak znajomy...
Zacząłem gwałtownie się rozglądać...
Zielony pobłysk.
Soren!!

Na szczęście ojciec również to zauważył i mnie przytrzymał. Spojrzałem na niego błagalnie, ale zachowałem spokój.
- Musimy załatwić to bez paniki. - wyszeptał do mnie i podzielił się wiadomością z resztą rodziny. Zaczęliśmy się naradzać. Wreszcie coś wymyśliliśmy.

Zachowując kamienną twarz podszedłem razem z ojcem do "właściciela" Sorena.
- Panie, sprzedaj pan tego psa... - zaczął ojciec, kusząco potrząsając sakiewką z pieniędzmi.
Sprzedawca zmierzył nas wzrokiem.
- Jeszcze jakieś życzenia? Nie jest na sprzedaż, poza tym to nie pies tylko wilk. - próbował odgonić nas ruchem ręki.
Zacząłem się denerwować. Wbiłem w niego moje najbardziej hipnotyzujące spojrzenie. Ojciec dalej nalegał, mimo to facet się nie poddał. Jak tak myślę, moja zdolność działa na wszystko, co posiada mózg...
Tak, sytuacja tego faceta jest jasna...
Nagle jednak zaczął coś wyjąkiwać.
- Nno ale... Jeśli znajdziecie psa, który go powali, będziecie mogli go sobie wziąć. - zakasłał, a ja zdusiłem ochotę na dodania "O, czyli jednak masz kawałek mózgu"
- A więc dobrze, zaraz zobaczysz naszego zawodnika... - ojciec pociągnął mnie za sobą. Stanęliśmy w sporej odległości od festynu, tak, by nas nie widzieli.
- To będzie twoja robota, Lou. Soren nie zna twojej demonicznej formy, nie pozna cie....
- Wiem... Wiem. - bez słowa przemieniłem się w zwierze. Ojciec zaprowadził mnie do handlarza. W jego oczach pojawiło się przerażenie...
Tak, bój się, bój, zarechotałem w duszy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz