poniedziałek, 29 czerwca 2015

Od Sorena

Mój Pan kazał mnie przyprowadzić. Widziałem przy nim jakiegoś wilka i od razu skoczyłem na niego ciągnąc się na łańcuchu. Czyżby wreszcie godny przeciwnik? Widziałem jak jego Pan i on na mnie dziwnie patrzą jakby z bólem. Nie potrzebuję łaski i współczucia. Zawyłem stając dęba, zaraz potem dostałem od Pana po pysku. Nie mogłem go ugryźć, nie wolno mi było. Wprowadzili mnie na ring i pozwolili sobie pobiegać. Czekałem na tego zwierza, już chciałem go zabić. Nie posłucham jak zagwiżdże, dobiję. Gryzłem wystające kije i skakałem na ręce. Usłyszałem gdzieś płacz kobiety i spojrzałem w tamtą stronę kątem oka. Kto wpuszcza taką babę na mój pokaz? Żałosne...
-Soren, synku...-Ja się chyba przesłyszałem. Jaki Soren? Może zgubiła gdzieś w tłumie syna? Oby szczeniak nie dostał się na ring. Poczułem pociągnięcie za obrożę i usłyszałem gwizd Pana. Zagapiłem się i nie zauważyłem, że wprowadzają nowicjusza. Stanąłem na szeroko rozstawionych łapach i pochyliłem się lekko warcząc. No chodź, to twoje ostatnie minuty życia... Zapadła cisza, ludzie czekali, aż się zacznie. Ale dlaczego w ciszy? Czyżby znaleźli nowego ulubieńca? Nie, nie oddam mojej publiki. Zawyłem i fuknąłem na przeciwnika. On nie reagował, co z nim? Zacząłem go okrążać, a on wciąż stał w miejscu. Zastosuję swój najłatwiejszy chwyt... Zaszedłem go od tyłu i skoczyłem. Już miałem chwycić go za kark, ale się uchylił. Upadłem przed nim, a on się na mnie rzucił. Zaskomliłem czując jego ostre zęby w łopatce. Nie miałem jak go chwycić. Wyrwałem mu się i odsłoniłem kły. Skąd wiedział co planuję?! Zacząłem szybko oddychać i zaszarżowałem na niego. Złapałem go za pysk i wbiłem mu zęby w podniebienie. Rzucał się próbując mnie odepchnąć, ale ja trzymałem go mocno. Nie dam się pokonać, giń śmieciu! Złapałem go za gardło i przydusiłem do ziemi. Drapnął mnie w oko, a za mocniej zacisnąłem zęby na jego gardle czując potworny ból w okolicach oka... Przygniotłem go całym ciałem, był silny i bronił się. Prawie udało mu się mnie odrzucić. Uścisk moich kłów na jego ciało zelżał. Chwyciłem go za kark, on mnie za łapy. Przewrócił mnie i teraz to on nade mną górował. Lewe oko zalała mi krew, zacząłem słabnąć, po nim nie było tego widać. Pewność siebie zaczęła mnie opuszczać. Nie, nie! Nie mogę przegrać! Spróbowałem znów złapać go za gardło, ale on tylko przydusił mnie do ziemi łapą za gardło. Próbowałem się uwolnić, ale nie mogłem... Poczułem jak mój Pan uderza mnie w zad, wyrwałem do przodu, jego kły rozpłatały mi gardło. Ponownie spróbowałem na niego skoczyć i znów skończyłem pod jego kłami... Siły bardzo szybko mnie opuszczały.

Leżałem w kałuży własnej krwi oddychając płytko łapiąc coraz mniej powietrza, mój przeciwnik właśnie miał zakończyć mój żywot. Wokół panowała cisza oprócz płaczu kobiety... Dlaczego ona ciągle płakała?! Nagle mój Pan na mnie zagwizdał, użył dźwięku oznaczający koniec walki. Spojrzałem na przeciwnika i zamknąłem oczy... Skończyłem walkę, mogłem odetchnąć, umrzeć...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz