niedziela, 28 czerwca 2015

Od Sorena

Spojrzałem na brata, to coś czarne i jak Lou dostaje kijem w łeb. Zabrali jego klatkę z widoku, przykryli czarną płachtą. Spędziłem cały dzień w zamknięciu nie dostając odpowiedzi od brata. Chyba, nie umarł...?

Pod wieczór załadowali klatki do ciężarówki, w tym moją. Widziałem trzy lisy, mnóstwo zajęcy w jednej kaltce, jednego wilka i kilkanaście psów. O co z tym wszystkim chodziło? Moją uwagę przykuł worek na zwłoki, z jego wylotu wystawały łapy znanego mi wilka... Lou... Ruszyliśmy.

Niedaleko znanego mi miejsca wyrzucili ciało i ruszyli dalej. Ja wyłem za nim żałośnie póki nie zmożył mnie sen. Nie był to jednak cukierkowy bal...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz