poniedziałek, 29 czerwca 2015

Od Sorena

Obudził mnie zgrzyt klapy ciężarówki. Znów staliśmy. Poderwałem się na równe łapy i wystawiłem pysk przez kraty. Co się stało? Puszczają nas? Kilkunastu ludzi zaczęło wynosić nasze klatki na ziemię, we mnie wstąpiła nowa nadzieja. Zwierzęta, z pozostałych transporterów zrobiły się nerwowe i kuliły po kątach. Rozejrzałem się, widziałem jak oprawcy nosili wiadra, jedne pełne mięsa, drugie z błotem. Co oni zamierzali? Poczułem jak coś ciężkiego upada na moje futro brudząc je, błoto. Wyskoczyłem do przodu i coś zacisnęło się na moim pysku. Zacząłem się rzucać, ale im właśnie o to chodziło. Chcieli, abym był cały w błocie, miałem być niewyczuwalny... Kiedy skończyła się błotna kąpiel ściągnęli sznurkowy kaganiec i wrzucili kawał mięsa. Nie byłem głody, więc nie rzuciłem się jak inne zwierzęta. Po paru minutach znów byliśmy w ciężarówce, ale to nie była ta co poprzednio... Znów ruszyliśmy w podróż. Położyłem się na ściółce i westchnąłem. Może w domu jest im lepiej beze mnie?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz