wtorek, 26 maja 2015

Od Ash'a

Pierwsze, co zauważyłem, to regularne świszczenie jakiejś pompy. Z trudem otworzyłem oczy. Poraziło mnie światło. Próbowałem się rozejrzeć, jednak moje skronie przeszył okropny ból. Nie mogłem się ruszyć.
Zamknąłem oczy, by oswoić się z sytuacją. Po jakimś czasie wiedziałem,  że siedze na krześle, a trzymają mnie na nim igły wbite w moją głowę, ręce i nogi.
Zdziwiło mnie to, że żyłem. I byłem w ludzkiej formie.
Usłyszałem ciche kroki i głos.
- A więc się obudziłeś. - ktoś stał za mną. Znałem ten głos... Słyszałem go często, ale bardzo, bardzo dawno temu.
Doktor!
Ten, który opatrywał moje rany, gdy miałem mniej niż 20 lat!
-Co ty... - wysyczałem. Gardło miałem suche.
- Masz coś, na co nie zasłużyłeś. - jego głos był zimny jak lód. - Twoja przeklęta matka dała ci we krwi wieczną młodość i życie, mimo że taki słabeusz był nikomu niepotrzebny. - brzmiał nieprawdopodobnie staro. Nie rozumiałem co się dzieje...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz